Zamek w Olsztynie koło Częstochowy ma w historii zarówno oblężenia, jak i znalezisko sprzed czterdziestu tysięcy lat. Dziś zostały z niego ruiny na skale, z cylindrycznym stołpem i kwadratową wieżą Starościńską, ale pod nimi i obok nich archeolodzy wciąż odkrywają rzeczy, o których nie wiedziano jeszcze kilkanaście lat temu.

Od strażnicy do królewskiego zamku

Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1306 roku. Wtedy jeszcze nazywano go zamkiem w Przemiłowicach, a pada w aktach drugiego procesu biskupa krakowskiego Jana Muskaty, wytoczonego mu przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnkę. Same akta dotyczą wydarzeń z 1294 roku, więc zamek istniał wcześniej. Badania z 2010 roku potwierdziły jego XIII-wieczne pochodzenie. Rejestr zabytków datuje obiekt na XIV wiek.

W XIV wieku strażnicę rozbudował Kazimierz Wielki, tworząc jeden z najbardziej warownych zamków na pograniczu śląsko-małopolskim. W 1370 roku król Ludwik Węgierski dał Olsztyn w lenno Władysławowi Opolczykowi. Już w 1391 roku, po tygodniowym oblężeniu, zamek zdobył na rozkaz Władysława Jagiełły Spytek z Melsztyna i przywrócił go Koronie. W 1406 roku osada podzamcza została siedzibą starostwa, a w 1488 roku Kazimierz IV Jagiellończyk nadał jej prawa miejskie. W XV wieku powstał dolny zamek, a w 1545 roku gościł w nim Zygmunt August.

Oblężenie z 1587 roku

W 1587 roku zamek zaatakowały wojska austriackie arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, pretendenta do polskiego tronu. Dowodził obroną starosta Kasper Karliński. Według przekazu porwanego kilkuletniego syna starosty z piastunką wystawiono pod zamek na pierwszą linię ognia. Obrona się powiodła, ale kosztem życia dziecka. Zamek został mocno uszkodzony. Wydarzenie opisali Władysław Syrokomla i Aleksander Fredro, który napisał sztukę „Obrona Olsztyna”.

Odbudową kierował starosta Joachim Ocieski, ale po jego śmierci zamek popadł w ruinę. Starosta Mikołaj Wolski, urzędujący od 1613 roku, skupił się na utrzymaniu rezydencji w Krzepicach. Lustracja z 1631 roku zastała obiekt mocno zniszczony.

Szwedzi, kościół i chłopi z łopatami

W październiku 1655 roku część wojsk szwedzkich idących na Częstochowę zaatakowała Olsztyn. Zamek po krótkim oblężeniu został zdobyty i zrujnowany, a miasto spalone. Tutaj źródła nie są zgodne: według jednych źródeł zniszczenie spowodowali Szwedzi, a depesza serwisu Nauka w Polsce z 2019 roku mówi, że zamek popadł w ruinę jeszcze przed potopem szwedzkim. Oba zdania mogą opisywać ten sam proces, bo lustracja z 1631 roku zastała zamek już zniszczony.

Po wojnie zamek był niezdatny do użytku. Królewski fortyfikator Krzysztof Mieroszewski prowadził jeszcze jakieś prace, ale ich efekt był niewielki, a odbudowę zaniechano z powodu kosztów. Zamki starego typu traciły wtedy wartość obronną wobec artylerii. Przy budowie kościoła parafialnego w latach 1722-1726 rozebrano duże fragmenty dolnych partii zamku, a w XIX wieku chłopi stopniowo wybierali kamień z murów na budulec. Starostwo olsztyńskie przetrwało do końca XVIII wieku.

Co stoi do dziś

Zachowały się mury części mieszkalnej, wieża cylindryczna (stołp), wieża kwadratowa zwana Starościńską, fragmenty murów budynków gospodarczych, częściowo piwnice oraz fundamenty kuźnicy i ślady dymarek. Od 1964 roku ruiny należą do Wspólnoty Gruntowej w Olsztynie. Opis zamku w Olsztynie znajdziesz na jego karcie, a w rynku, kilkaset metrów dalej, stoi gablota z makietą zamku w skali 1:100, opisana przy rynku w Olsztynie.

Według tradycji w zamku więziono wojewodę poznańskiego Maćka Borkowica i skazano na śmierć głodową za spisek przeciw królowi. Podanie mówi, że jego duch wciąż straszy brzękiem kajdan. To legenda i jak inne tego typu opowieści z jurajskich zamków opisuje ją osobny artykuł o duchach i skarbach zamków Jury.

Neandertalczycy w jaskini pod zamkiem

W 2015 roku archeolodzy przebadali teren zamku dolnego i ustalili położenie trzech filarów mostu prowadzącego od wieży bramnej do górnego zamku oraz samej wieży bramnej. Prawdziwy zwrot nastąpił jednak w lipcu 2019 roku. Zespół kierowany przez archeologa dr. Mikołaja Urbanowskiego z Fundacji Przyroda i Człowiek, prowadzący prace w obszernej jaskini na terenie zamku dolnego, znalazł tam ponad 200 krzemiennych narzędzi wykonanych przez neandertalczyków. Według agencji PAP z 5 sierpnia 2019 roku mają one około 40 tysięcy lat. Wśród nich są noże i zgrzebła, w tym dwustronnie obrobiony nóż w technologii lewaluaskiej. Pierwotnie badania były częścią projektu częściowej rekonstrukcji zamku i miały tylko uporządkować jaskinię po wcześniejszych, ograniczonych badaniach sprzed dziesięcioleci.

Jaskinia ma też późniejsze dzieje. W XV wieku stał w niej piec metalurgiczny, w którym wytapiano brąz. Obok niego odkryto kilkanaście kilogramów odpadów produkcyjnych. Pod piecem leżał szkielet młodego psa, który badacz uznał za prawdopodobną ofiarę zakładzinową, związaną z przesądami hutników. Archeolog podkreśla, że umieszczenie pieca w jaskini jest ewenementem co najmniej w skali Polski. W XVI i XVII wieku jaskinia była spiżarnią, o czym świadczą zachowane teksty z beczkami soloniny, kiszonej kapusty i rydzów.

W lipcu 2020 roku w komunikacie PAP podano, że tuż obok, w przedsionku baszty studziennej, odkryto kolejną dużą jaskinię i system tuneli oraz szczelin. Znaleziono tam między innymi ornamentowany kafel piecowy z konnym rycerzem sokolnikiem z drugiej połowy XV wieku lub początku XVI. Prace wciąż trwają, więc o wieku wszystkich warstw jeszcze się nie wypowiadano.