Kopalnia Piast w Bieruniu, zwana początkowo Bieruń Nowy, powstała w latach 1972-1975. Do historii przeszła w grudniu 1981 roku, kiedy załoga odpowiedziała na wprowadzenie stanu wojennego strajkiem pod ziemią. Był to jeden z najdłuższych strajków podziemnych w powojennym górnictwie, a historycy katowickiego IPN zaliczają go do dwóch najdłużej trwających protestów górniczych w stanie wojennym, obok strajku w sąsiednim Ziemowicie.
14 grudnia: decyzja, żeby nie wyjeżdżać
W poniedziałek 14 grudnia 1981 roku górnicy dowiedzieli się o internowaniu zarządu Solidarności w przedsiębiorstwie robót górniczych współpracującym z kopalnią. Dotarła też wiadomość, że milicja zatrzymała zastępcę przewodniczącego zakładowej Solidarności. Załoga zgromadzona przy ołtarzu świętej Barbary zażądała jego uwolnienia. Jeden z działaczy, Stanisław Trybuś, stanął na ławce i wezwał czekających na podszybiu górników do sprzeciwu. Zdecydowano, że nikt nie wyjedzie.
Pierwsza zmiana zjechała pod ziemię i tylko pozorowała pracę. Na drugiej zmianie powołano komitet strajkowy, a dołączali kolejni górnicy. Ludzie pracujący na poziomie 500 metrów nie mogli zjechać klatką niżej, więc schodzili prawie 40 minut po drabinach, 150 metrów w dół. Strajkujący domagali się zniesienia stanu wojennego, uwolnienia działaczy i respektowania porozumień jastrzębskich. Protest dotyczył też militaryzacji kopalni i zawieszenia działalności organizacji.
Dwa tysiące ludzi i ich codzienność
Na początku pod ziemią było około 2 tysięcy górników. Liczby dotyczące tych, którzy wytrwali do końca, różnią się w źródłach. Jedne podają ponad tysiąc osób, relacja IPN około tysiąca, a w jednym z tekstów PAP już we wstępie pojawia się sformułowanie o kilkuset górnikach, choć w dalszej części tego samego artykułu mowa o tysiącu. Nie ma więc jednej pewnej liczby.
Strajkujący zachowywali dyscyplinę. Kopalnia wymaga stałego dozoru: musiały działać urządzenia wentylacyjne i odwadniające, a w przodkach trzeba było skrawać kolejne warstwy, żeby nie doszło do zaciskania wyrobiska. Utrzymywano rytm dnia od pobudki, przez toaletę i pracę w wyznaczonych miejscach, po wspólne modlitwy i śpiewy. Wieczorami między 21 a 22 przez głośniki szły występy kabaretowe. Na powierzchni rodziny i mieszkańcy zbierali pieniądze oraz żywność, a w kopalnianej stołówce gotowano posiłki.
Władze próbowały złamać protest presją psychologiczną. Rozpuszczano pogłoski o zalaniu kopalni lub użyciu gazu, a rodziny strajkujących zastraszano, żeby namawiały bliskich do powrotu na święta.
Wigilia w ciemności
23 grudnia dyrekcja kopalni zablokowała dostawy żywności przygotowywane przez rodziny i uniemożliwiła wymianę lamp górniczych, które trzeba było doładować. Górnicy oszczędzali baterie i większość czasu spędzali niemal w zupełnych ciemnościach. W Wigilię do strajkujących zjechał biskup pomocniczy katowicki Janusz Zimniak. Odprawił mszę i udzielił absolucji generalnej oraz błogosławieństwa. Po jego wyjeździe górnicy zjedli kolację wigilijną i wysłuchali radiowej transmisji pasterki. Historycy IPN opisują tę podziemną Wigilię jako jeden z najbardziej przejmujących momentów strajku, z chlebem, wodą i jabłkami przy gasnących lampach.
W tym samym czasie strajk przerwała załoga Ziemowitu. Górnicy z Piasta postanowili zostać pod ziemią przez święta, licząc, że pod koniec grudnia strajk rozleje się na cały kraj. Uczestnicy wspominali później, że po 24 grudnia było im tak ciężko, że jedli nawet spleśniały chleb.
28 grudnia i proces
Strajk zakończył się po południu 28 grudnia, gdy kończyły się zapasy wody i żywności. Po rozmowach z władzami kopalni górnicy otrzymali zapewnienie, że przywódców protestu nie spotkają konsekwencje. Wyjeżdżając, śpiewali hymn, a potem modlili się przed ołtarzem świętej Barbary. Zapewnienia nie dotrzymano: po powrocie do domów wiele osób zatrzymywała milicja i służba bezpieczeństwa. W ciągu kilku godzin zatrzymano 18 osób, 11 internowano, a 7 aresztowano.
Ponad 900 uczestników zwolniono dyscyplinarnie. Większość przyjęto później z powrotem na gorszych warunkach, około stu osobom odmówiono. Siedmiu aresztowanych stanęło w maju 1982 roku przed sądem Śląskiego Okręgu Wojskowego. Prokurator żądał dla nich od 10 do 15 lat więzienia, w jednym z tekstów podano nawet 15 lat dla wszystkich. Świadkowie wycofali zeznania ze śledztwa i 12 maja 1982 roku sąd uniewinnił oskarżonych, co w stanie wojennym było ewenementem. Propaganda nazywała ich terrorystami z kilofami. Po wyjściu z sali część z nich została ponownie zatrzymana i internowana.
Pamięć o strajku
O strajku opowiada piosenka Jana Krzysztofa Kelusa do słów Jana Zazuli, Ostatnia szychta na KWK Piast. Kopalnia przestała istnieć jako samodzielny zakład w lipcu 2016 roku, kiedy połączono ją z kopalnią Ziemowit w jeden zakład Piast-Ziemowit. Dwa dni po rozpoczęciu strajku w Piaście, 16 grudnia, w Katowicach pacyfikowano kopalnię Wujek. Tej tragedii poświęcony jest osobny artykuł w dziale Miejsca pamięci, a miejsce opisuje karta Kopalnia Węgla Kamiennego Wujek.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się