Zespół nadawczy przy ulicy Tarnogórskiej w Gliwicach, wówczas Gleiwitz, uruchomiono 22 grudnia 1935 roku. Jest to druga gliwicka stacja radiowa: pierwsza, z 1925 roku, mieściła się przy dzisiejszej ulicy Radiowej, mniej więcej cztery kilometry dalej. Wieczorem 31 sierpnia 1939 roku w budynku nadawczym przy Tarnogórskiej odegrano scenę, która miała wyglądać jak polski napad, a była niemiecką operacją pod fałszywą flagą. Dziś Radiostacja gliwicka jest oddziałem Muzeum w Gliwicach.
Kontekst: trzy incydenty na granicy
Inicjatywa pochodziła z kręgu najwyższych władz Rzeszy, a nadzór nad przygotowaniami powierzono Reinhardowi Heydrichowi z Służby Bezpieczeństwa SS (SD). Na pograniczu Górnego Śląska zaplanowano trzy zainscenizowane zdarzenia: w Gliwicach, w Stodołach (niemieckie Hochlinden, dziś dzielnica Rybnika) oraz w Byczynie koło Kluczborka. Miały dostarczyć propagandzie dowodu na rzekomą polską agresję i uzasadnić uderzenie na Polskę, a zarazem osłabić wolę sojuszników Polski do udzielenia jej pomocy.
Grupą wysłaną do Gliwic dowodził Alfred Naujocks z SD. Jego ludzie przebywali w mieście od połowy sierpnia, w cywilnych ubraniach i pod fałszywymi tożsamościami, czekając na hasło do rozpoczęcia akcji. Hasło padło 31 sierpnia w godzinach popołudniowych, kiedy zapadła decyzja o terminie napaści na Polskę.
Wieczór 31 sierpnia 1939 roku
Około godziny 20 grupa weszła na teren radiostacji. Część ochrony zdjęto wcześniej na polecenie z zewnątrz, a pracowników stacji obezwładniono i zamknięto w piwnicy. Napastnicy mieli trafić do budynku nadawczego, a nie do studia, które mieściło się w innej części miasta. Stacja od 1935 roku nie nadawała własnego programu, tylko retransmitowała program z Wrocławia, więc nie miała normalnego studia. Użyto mikrofonu przeznaczonego do zapowiadania przerw w nadawaniu z powodu burzy.
Treść komunikatu po polsku nie jest dokładnie ustalona. Według zeznań Naujocksa trwał on trzy do czterech minut, a do słuchaczy dotarło zaledwie kilka słów o tym, że radiostacja jest w polskich rękach. Sygnał miał zasięg lokalny, więc nie dotarł do Berlina, gdzie czekali zleceniodawcy. Pod względem technicznym operacja nie spełniła założeń. Mimo to już około godziny 22.30 niemieckie radio podało wiadomość o rzekomych polskich atakach, a 1 września Adolf Hitler powołał się w Reichstagu na polskie incydenty graniczne.
Franciszek Honiok
Jako ofiarę wskazuje się Franciszka Honioka z Łubia, obywatela niemieckiego narodowości polskiej, uczestnika powstań śląskich, którego gestapo zatrzymało dzień wcześniej. Źródła podają różne daty jego urodzenia, w latach 1896 i 1899. Przed śmiercią został odurzony zastrzykiem, a jego ciało pozostawiono w budynku radiostacji jako rzekomy dowód polskiego napadu.
Okoliczności śmierci nie są rozstrzygnięte. Nie jest znana przyczyna, a w grę wchodzi zarówno strzał, jak i przedawkowanie środka odurzającego. Źródła różnią się też co do tego, czy w radiostacji pozostawiono wyłącznie jego ciało, czy także ciała innych osób. W opracowaniach powtarza się informacja o więźniach przebranych w polskie mundury, ale według innych ustaleń napastnicy mieli na sobie ubrania cywilne, a polskich mundurów użyto w pozostałych dwóch operacjach. Ta kwestia pozostaje sporna.
Rodzina Honioków przez dziesięciolecia nie znała jego losu. Tożsamość ofiary ustalono dopiero w latach 60., po tym, jak o sprawie zaczęli pisać niemieccy dziennikarze, zainteresowani wówczas filmem z NRD o prowokacji gliwickiej. Uczniowie jednej z gliwickich szkół podstawowych opisali jego historię w książce wydanej przez Muzeum w Gliwicach.
Wyjaśnianie sprawy po wojnie
Sprawę poruszono na procesie norymberskim w latach 1945-1946, gdzie zeznawał oficer Abwehry Erwin Lahousen, a Trybunał obarczył odpowiedzialnością SD. W 1963 roku niemiecka prokuratura wszczęła śledztwo, początkowo w Hamburgu, po śmierci jednego z podejrzanych w 1966 roku przeniesione do Düsseldorfu. Ustalono wówczas, że trzy incydenty miały charakter inscenizacji przygotowanej przez stronę niemiecką. Do dziś nie odnaleziono pisemnych śladów samego planu gliwickiej akcji.
Radiostacja po 1945 roku i dziś
Stacja działała do 22 stycznia 1945 roku, gdy do miasta wkraczała Armia Czerwona. Od 23 października 1945 roku nadawano stąd audycje katowickie. W latach 1950-1956 obiekt służył do zagłuszania zagranicznych rozgłośni, głównie Radia Wolna Europa. Później produkowano tu nadajniki. W 2002 roku kompleks odkupiło miasto, a w 2005 roku przejęło go Muzeum w Gliwicach. W 2009 roku trzyhektarową posesję otwarto jako park, a w 2017 roku zespół znalazł się na liście pomników historii, jak podaje strona muzeum.
Wieża antenowa ma 111 metrów i jest zbudowana z modrzewiowych belek łączonych kołkami i mosiężnymi śrubami. Według opracowań uchodzi za najwyższą istniejącą konstrukcję w całości z drewna w Europie. W głównym budynku zachowało się w dużej części wyposażenie z 1934 roku, w tym nadajnik firmy Lorenz, który w 1963 roku przekazano do warszawskiego Muzeum Techniki i który wrócił na dawne miejsce w 2013 roku. Zasady zwiedzania parku i wystaw podaje muzeum.
Wydarzenia z 31 sierpnia 1939 roku są częścią szerszej historii początku wojny na Górnym Śląsku, o której mówią także osobne teksty o walkach pod Wyrami i obronie Katowic oraz o Węgierskiej Górce.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się